ERGOTRENINGI WSPÓLNE BIEGANIE! DOŁĄCZ DO NAS!
Nasz cel biegowy: ANTARKTYDA! Mamy już 98% dystansu z 13 500km.
W SUMIE PRZEBIEGLIŚMY: 13 277 KM

wyszukwianie zaawansowane
ZALOGUJ SIĘ
nie masz jeszcze konta?
ZAREJESTRUJ SIĘ
W koszyku masz: 0
wartość zakupów: 0,00 zł
DO KOSZYKA
Top-pasek

Jerzy Skarżyński

O sobie

Nazwisko: SKARŻYŃSKI

Imiona: JERZY WALDEMAR

Data i miejsce ur.: 13 stycznia 1956 r., Świebodzin

Wzrost: 177 cm

Waga: zawodnicza 60-63 kg, teraz 69-68 kg

Stan cywilny: żonaty – od 1986 roku, żona Grażyna

Dzieci: córka Maja, absolwentka Uniwersytetu Szczecińskiego (kierunek turystyka i rekreacja)

Muzyka, której często słucham: Pink Floyd, Fleetwood Mc, Peter Green, R.E.M., Sade, Breakout, Maanam, Myslovitz, Marek Grechuta, a ostatnio Adele…

Książki, które zrobiły na mnie duże wrażenie, i które – kolejny już raz – czytam z wypiekami na twarzy: „Disneyland” i „Podróż” – Stanisława Dygata (to „mój” autor), „Hotel świętego Augustyna” – Irvina Shawa, „Mag” – Johna Fowlesa, „Kamienne tablice” – Wojciecha Żukrowskiego, „Wszystko za Everest” – Jona Krakauera…

Nie jestem przesądny – choć urodziłem się 13. i do tego w piątek – ale to, że jestem zodiakalnym Koziorożcem, miało, i chyba nadal ma, wpływ na to co i jak robię. Z reguły osiągam to, co zaplanuję, o czym marzę. Choćby cały czas było „pod górkę”! Jak to Koziorożec! Do 1975 roku mieszkałem w rodzinnym Świebodzinie, gdzie ukończyłem Liceum Ogólnokształcące (klasa o profilu matematyczno-fizycznym). Po maturze rozpocząłem studia na Wydziale Budowy Maszyn i Okrętów Politechniki Szczecińskiej (kierunek: maszyny, systemy i urządzenia energetyczne). Po 3. semestrze, na drugim roku studiów, mając już 21 lat (!), rozpocząłem systematyczny trening biegowy. O rekordy życiowe nie było trudno, gdyż wcześniej byłem baaardzo słabym zawodnikiem. Zacząłem jednak odnosić lokalne sukcesiki, a z MP Politechnik dwukrotnie wróciłem z brązowym medalem. Okres studenckiego biegania przypieczętowałem zdobyciem w Lublinie – na ostatnim roku studiów – tytułu przełajowego akademickiego mistrza Polski. Coraz większe sukcesy biegowe spowodowały, że po zakończeniu studiów zrezygnowałem z podjęcia pracy zawodowej o kierunku technicznym (miałem pracować jako energetyk w działającej wtedy… Fabryce Domów), decydując się na wyczynowe uprawianie sportu. Podjęcie tej decyzji ułatwił mi fakt, że mając I klasę sportową (za wynik 2:22:29 w II Maratonie Pokoju) otrzymałem państwowe stypendium sportowe. Mogłem żyć z biegania, ale – jak to w sporcie – w każdym sezonie musiałem dobrym wynikiem zapracować sobie na przedłużenie tego stypendium na kolejny rok. Z tym nie miałem jednak żadnych problemów, gdyż „szedłem jak burza”. Już w 1982 roku w MP w maratonie uzyskałem wynik klasy mistrzowskiej krajowej, a to zaprocentowało powołaniem mnie do kadry narodowej maratończyków. W Wiedniu w 1984 roku po raz pierwszy uzyskałem wynik klasy mistrzowskiej międzynarodowej (2:12:37), by poprawić go dwa lata później w Dębnie na 2:11:42.

Byłem w kadrze narodowej nieprzerwanie do 1989 roku, reprezentując Polskę na najpoważniejszych imprezach: w Mistrzostwach Europy (Stuttgart-1986), w Pucharze Świata (Hiroszima-1985), w Pucharach Europy (Laredo-1983; Rzym-1985; Huy-1988). Do szczęścia zabrakło tylko startu w Mistrzostwach Świata oraz w Igrzyskach Olimpijskich. Chociaż… W 1984 roku byłem w składzie reprezentacji olimpijskiej, która miała wystartować w Los Angeles, ale z powodów politycznych państwa dawnego Bloku Wschodniego zbojkotowały tę imprezę, więc zamiast w Los Angeles pobiegłem ostatecznie na „dożynkach”, czyli w Zawodach Przyjaźni w Moskwie. Mało brakowało, a znalazłbym się też w reprezentacji olimpijskiej do Seulu, ale na te igrzyska z maratończyków miał polecieć tylko zwycięzca sprawdzianu na 30 km, który „zafundował” nam dość niespodziewanie Polski Związek Lekkiej Atletyki. Wprawdzie byłem pierwszy, ale… ex aequo z Bogusławem Psujkiem, z którym w iście sprinterskim tempie ścigałem się na finiszowych metrach. Mimo fotokomórki na linii mety zwycięzcy nie wyłoniono. Polski Komitet Olimpijski, który zatwierdzał skład do Seulu uznał, że nasza walka na trasie tego sprawdzianu była ukartowana już przed biegiem i w efekcie ani ja, ani Psujek nie polecieliśmy na igrzyska. Na osłodę pozostał nam rekord Polski na tym dystansie – zresztą aktualny po dziś dzień, więc ciągle jeszcze jestem rekordzistą Polski.Trzykrotnie wywalczyłem medale Mistrzostw Polski w Maratonie (brązowe w 1985 i 1986 oraz srebrny w 1988 roku).

W roku 1987 odbyłem studia podyplomowe na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, po których uzyskałem zawodowy tytuł trenera lekkiej atletyki. Po zakończeniu zawodowej kariery sportowej, w 1992 roku, kontynuowałem pracę jako trener w „Budowlanych” Szczecin. Zająłem się też pracą dziennikarską („Dziennik Szczeciński”, „Wieczór”, „Głos Szczeciński”) oraz organizacją imprez biegowych w Szczecinie, zostając dyrektorem „Szczecińskiej Dwudziestki” (1995-2001), którą w roku 2000 przekształciłem w „Szczeciński Półmaraton Gryfa”, oraz „Olimpijskiej Mili WARTY” (1997-1999), z której w ciągu trzech lat uczyniłem jedną z największych w Polsce imprez biegowych dla dzieci i młodzieży – w roku 1999 na starcie stanęło prawie 3,5 tysiąca uczniów szczecińskich szkół. W latach 1995-2000 pracowałem na stanowisku dyrektora ds. marketingu w szczecińskiej firmie REKORD, będącej oficjalnym dystrybutorem w Polsce obuwia i odzieży sportowej włoskiej firmy FILA.

W roku 1999 „za odwagę, ambicję, za twórczą fantazję w pracy dla Szczecina, Pomorza Zachodniego i kraju” uhonorowany zostałem przez redakcję „Głosu Szczecińskiego” tytułem „Nieprzeciętnego”.

Swoje doświadczenia zawodnicze i trenerskie postanowiłem przekazać innym. Napisałem i wydałem cztery książki popularyzujace bieganie: „Biegiem po zdrowie” (2002), „Bieg maratoński” (2004) (obie pozycje – nakłady już wyczerpane), „Biegiem przez życie” (2006, II wydanie 2008, III wydanie 2010) oraz „Maraton” (2008). Współpracowałem jako ekspert z wieloma tytułami z branży biegowej (m.in. „Jogging”, „Bieganie”, „Runner’s World”), ale także traktującymi o zdrowym stylu życia, m.in.: „Men’s Health”, „Glamour”, „Fitness Style”, „Samo zdrowie”, „Twój Styl” czy „Gazeta Sołecka”.

Mimo zakończenia w 1993 roku kariery wyczynowej ciągle biegam. Od roku 1996 biorę udział w MP Weteranów, zostając kilkakrotnie mistrzem i rekordzistą tych mistrzostw. W roku 2002 na dystansie 10 000 m wywalczyłem w Poczdamie brązowy medal Mistrzostw Europy Weteranów w kategorii M 45, w 2006 w Poznaniu – jako 50-latek – zostałem na tym dystansie wicemistrzem Europy, a w maju 2011 roku – już jako młody 55-latek – we francuskim Thionville wywalczyłem brązowy medal w półmaratonie (1:17:21) . Przebiegłem już na treningach i na zawodach prawie 150 000 km. I ciągle biegam, choć wielu wróżyło mi po zakończeniu wyczynowej kariery maratońskiej… wózek inwalidzki. Jeśli wie się, jak to robić – nic nam nie grozi! Ja wiem

Jako członek zarządów działałem w Centralnym Klubie Biegacza (1995-1999), w Polskim Stowarzyszeniu Biegów (1997-2001) i w Zachodniopomorskim Związku Lekkiej Atletyki (2000-2002). W latach 2003-2007 byłem sekretarzem zarządu Szczecińskiego Towarzystwa Sportu. W grudniu 2005 roku, po powołaniu profesor Teresy Lubińskiej na stanowisko Ministra Finansów, wszedłem na jej miejsce do Rady Miasta Szczecin, zostając radnym klubu „Od Nowa”. Pracowałem w komisjach ds. Sportu, ds. Gospodarki Komunalnej, Ochrony Środowiska i Mienia oraz ds. Promocji, Rozwoju i Gospodarki Morskiej. Radnym byłem do końca IV kadencji – do listopada 2006 roku.

W 2007 roku Prezydent Szczecina Piotr Krzystek za „dotychczasowe osiągnięcia sportowe na arenie międzynarodowej, niestrudzone propagowanie zdrowego stylu życia oraz społecznikowską pasję, przynoszącą konkretne, wymierne rezultaty” przyznał mi honorowy tytuł AMBASADORA SZCZECINA.

W roku 2011 Polski Komitet Olimpijski przyznał mi nagrodę Fair Play „za całokształt kariery sportowej i godne życie po jej zakończeniu”.

Skomentuj ten wpis!